Posted in

Wi-Fi to nie internet, a 5 GHz to nie 5G – czyli jak język psuje ludziom technikę

W głowie wielu klientów istnieje jedno magiczne pojęcie:
„Internet”.
To słowo ma załatwiać wszystko. Jak coś nie działa, to „internet jest słaby”. Jak działa – to „internet jest szybki”. A jeśli pada argument „mam światłowód” albo „mam 5G”, rozmowa ma być zamknięta.

Problem polega na tym, że w rzeczywistości klient miesza trzy różne systemy, które tylko z pozoru są jednym bytem. I dopóki te pojęcia są pomieszane, żadna kamera Wi-Fi nie ma szans działać stabilnie.

Skąd bierze się przekonanie, że Wi-Fi = internet

Dla użytkownika wszystko dzieje się na jednym ekranie. Telefon łączy się z Wi-Fi, włącza przeglądarkę, strony się otwierają. Netflix działa. Speedtest pokazuje 600 Mb/s. Wniosek jest prosty: „Wi-Fi to internet”.

Tyle że to skrót myślowy, który w technice jest zabójczy.

Internet to łącze zewnętrzne. Kończy się w routerze. Może być światłowodowe, kablowe, LTE albo radiowe. To droga do serwerów gdzieś daleko.

Wi-Fi to lokalna sieć radiowa, działająca wyłącznie w obrębie domu, mieszkania czy firmy. Ona nie ma pojęcia, jak szybki jest światłowód. Ona zna tylko sygnał, zakłócenia, retransmisje i opóźnienia.

Router jest jedynym miejscem, gdzie te dwa światy się stykają. I to, że jeden działa idealnie, nie oznacza absolutnie nic dla drugiego.

Dlaczego ten błąd wychodzi przy kamerach, a nie przy telefonach

Telefon jest wyrozumiały. Ma świetne anteny, mocny procesor, buforuje dane, dynamicznie zmienia parametry transmisji. Gubi pakiety? Trudno. Użytkownik nawet tego nie zauważy.

Kamera Wi-Fi jest bezlitosna. Wysyła strumień wideo cały czas. Nie ma bufora na minutę do przodu. Ma jedną tanią antenę i minimalną tolerancję na błędy. Jeśli lokalne Wi-Fi nie daje rady, kamera wypada z sieci.

I wtedy klient mówi:
„Ale internet działa”.

Tak. Internet może działać perfekcyjnie, podczas gdy lokalne Wi-Fi jest w stanie agonalnym. Te rzeczy nie naprawiają się nawzajem.

Drugi poziom chaosu: 5 GHz = 5G

Tu robi się jeszcze ciekawiej, bo marketing dorzucił benzyny do ognia.

Klient słyszy wszędzie „5G – szybkie, nowoczesne, przyszłość”. Jednocześnie router pokazuje „Wi-Fi 5 GHz”. Mózg robi skrót: pięć to pięć. I powstaje przekonanie, że skoro „mam 5G”, to Wi-Fi też jest jakieś lepsze.

Nie jest.

5G to technologia sieci komórkowej. Działa pomiędzy telefonem a nadajnikiem operatora. Nie ma absolutnie nic wspólnego z Wi-Fi kamery.

5 GHz to pasmo radiowe Wi-Fi, działające lokalnie. Alternatywa dla 2,4 GHz. Szybsze, ale krótszego zasięgu i bardziej wrażliwe na przeszkody.

Łączy je tylko cyfra w nazwie. Technicznie to dwa różne wszechświaty.

Klasyczny scenariusz rozmowy

Kamera znika z aplikacji.
Pada pytanie o Wi-Fi.
Odpowiedź klienta:
„Mam 5G”.

W tym momencie wiadomo już wszystko. Klient:

  • mówi o telefonie,
  • myśli o internecie mobilnym,
  • a problem dotyczy lokalnej sieci Wi-Fi w miejscu montażu kamery.

To tak, jakby na pytanie o ciśnienie w oponach odpowiadać, że silnik ma 200 koni.

Dlaczego 5 GHz często pogarsza sytuację kamer

Tu dochodzimy do ironii, której marketing nigdy nie tłumaczy.

Pasmo 5 GHz jest szybsze i czystsze, ale:

  • gorzej przechodzi przez ściany,
  • gorzej radzi sobie z wilgocią i metalem,
  • szybciej traci stabilność przy słabym sygnale.

Telefon blisko routera będzie zachwycony. Kamera pod dachem, za dwiema ścianami, będzie cierpieć. I znikać. Losowo. Najczęściej w nocy.

Klient wtedy mówi:
„Ale przecież mam 5 GHz / 5G”.

I znowu – cyfra się zgadza, rzeczywistość nie.

Najbardziej destrukcyjny mit

Najgorsze w tym wszystkim jest przekonanie, że szybki internet naprawia słabe Wi-Fi.

Nie naprawia.
Nigdy nie naprawiał.
Nigdy nie będzie.

Możesz mieć:

  • 1 Gb/s światłowodu,
  • telefon z 5G,
  • nową umowę u operatora,

a kamera i tak będzie offline, jeśli lokalna sieć radiowa nie spełnia warunków do ciągłej transmisji.

Dlaczego ten błąd jest tak trwały

Bo język jest uproszczony, a technologia skomplikowana. Reklamy mówią o „internetu w całym domu”, router nazywa się „Wi-Fi”, a ikona w telefonie nie rozróżnia, co dokładnie działa.

Użytkownik widzi jedną rzecz: „jest albo nie ma”.
Monitoring wymaga czegoś innego: stabilności, zapasu jakości i przewidywalnych warunków.

Tego nie da się zastąpić ani 5G, ani światłowodem, ani nową umową.

Wniosek, który oszczędza czas, nerwy i serwis

Wi-Fi to nie internet.
5 GHz to nie 5G.
Cyfra w nazwie nie jest parametrem technicznym.

Jeśli ktoś próbuje tłumaczyć problemy kamery argumentami z reklam operatorów, to znaczy, że patrzy w złym kierunku. A w technice, jak w życiu, źle nazwany problem prawie zawsze kończy się źle dobranym rozwiązaniem.

Na koniec jeszcze jedno. Bez pudru, bez dyplomacji.

Przez lata pracowałem z ludźmi, którzy zawodowo sprzedawali, montowali i „serwisowali” kamery. I z pełną odpowiedzialnością mogę napisać: wielu z moich byłych współpracowników nie rozumiało tej zależności. Dla nich Wi-Fi było internetem, 5 GHz było „tym lepszym”, a 5G brzmiało jak argument kończący dyskusję. Gdy kamera znikała – winna była aplikacja, chmura albo „ten model tak ma”.

To nie był brak dostępu do wiedzy. To był brak potrzeby jej posiadania. Bo łatwiej powiedzieć klientowi, że „u pana coś z internetem”, niż wytłumaczyć różnicę między łączem zewnętrznym a lokalną siecią radiową. Łatwiej wymienić kamerę niż przyznać, że router stoi w złym miejscu, a Wi-Fi ledwo zipie. Łatwiej zresetować niż zrozumieć.

Dlatego ten blog w ogóle powstał. Nie po to, żeby głaskać sprzęt ani branżę po głowie, tylko żeby nazwać rzeczy po imieniu. Jeśli ktoś zawodowo dotyka kamer, a nie rozróżnia internetu od Wi-Fi i 5 GHz od 5G, to problemem nie jest klient. Problemem jest fachowiec. I im szybciej to sobie uświadomimy, tym mniej będzie „magicznych zniknięć”, resetów bez sensu i wkurzonych ludzi po obu stronach instalacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *