Posted in

Najgorsze kamery Wi-Fi #3: „12 MPX” w tytule, 2 MPX w środku

To nie jest artykuł o technologii. To jest artykuł o manipulacji. O bardzo prostym, powtarzalnym mechanizmie, który działa tylko dlatego, że nikt nie patrzy tam, gdzie powinien. Kamera Wi-Fi z „12 MPX” w tytule aukcji, dużą, krzykliwą miniaturą i ceną około 150 zł nie jest efektem przełomu technicznego. Jest efektem gry na skróty i na nieuwagę.

Kluczowe jest jedno: w tych kamerach nigdy nie było 12 megapikseli. Nie „po aktualizacji”, nie „w trybie Pro”, nie „po włączeniu opcji”. Nigdy. W środku siedzi tani sensor 2 MPX albo 3 MPX – dokładnie taki sam, jak w setkach innych kamer sprzedawanych jako Full HD. Różnica polega wyłącznie na tym, co zostało napisane w tytule aukcji i pokazane na miniaturze.

I to wystarcza, żeby sprzedaż ruszyła.

Tytuł aukcji robi całą robotę

Większość ludzi nie czyta specyfikacji. Patrzy na tytuł, miniaturę i cenę. „Kamera Wi-Fi 12 MPX AI kolor noc” wygląda lepiej niż „kamera 2 MPX Full HD”. Nawet jeśli w opisie, kilka ekranów niżej, drobnym tekstem pojawia się informacja o rozdzielczości 1920×1080, to i tak decyzja zakupowa została już podjęta.

To nie jest przypadek. To jest celowe rozdzielenie komunikatu. Co innego krzyczy tytuł i grafika, a co innego, jeśli w ogóle, da się wyczytać w szczegółach. Sprzedawca wie, że 90% kupujących nigdy tam nie zajrzy. A jeśli zajrzy, to już po fakcie.

Miniatura jako narzędzie oszustwa

Miniatura aukcji to zazwyczaj render albo wygenerowana grafika z wielkim napisem „12MP”, „ULTRA HD”, „AI CAMERA”. Często nie ma żadnego związku z realnym produktem. Nie pokazuje obiektywu, sensora, portów ani jakości wykonania. Pokazuje liczbę.

To wystarcza, bo w głowie kupującego uruchamia się prosty mechanizm:
12 > 4 > 2
więc 12 MPX musi być lepsze.

Nie musi. I nie jest.

Co wychodzi w praktyce, już po zakupie

Po zamontowaniu kamera zachowuje się dokładnie tak, jak każda inna tania kamera 2 MPX. Obraz jest miękki, szczegóły znikają po kilku metrach, cyfry i twarze są nieczytelne. Różnica między „12 MPX” a starą Full HD okazuje się żadna. Klient zaczyna szukać winy gdzie indziej: w Wi-Fi, w aplikacji, w ustawieniach, w zasilaniu. Rzadko kiedy w samej deklaracji producenta.

Serwisowo to jest jeden z bardziej frustrujących przypadków, bo sprzęt działa zgodnie ze swoimi realnymi możliwościami, tylko oczekiwania zostały ustawione zupełnie gdzie indziej. Kamera nie jest „uszkodzona”. Ona jest po prostu dokładnie tym, czym była od początku – tanim urządzeniem o niskiej rozdzielczości.

AI jako zasłona dymna

Żeby „12 MPX” nie wyglądało podejrzanie w tej cenie, dorzuca się wszystko, co dobrze brzmi. AI, detekcja człowieka, śledzenie obiektu, kolor w nocy. Te funkcje nie są po to, żeby poprawić monitoring. One są po to, żeby odciągnąć uwagę od podstawowego pytania: co ta kamera realnie widzi.

Gdyby ktoś spojrzał tylko na obraz, bez tytułu aukcji i bez opisu, od razu zobaczyłby, że to poziom sprzed kilku lat. Ale opis skutecznie przesuwa uwagę z obrazu na „inteligencję”.

Dlaczego to trafia do serii „Najgorsze kamery Wi-Fi”

Nie dlatego, że kamera jest tania. Nie dlatego, że jest prosta. Tylko dlatego, że sprzedaje się ją jako coś, czym nigdy nie była. To nie jest błąd, to nie jest niedoprecyzowanie, to nie jest „marketingowe uproszczenie”. To jest świadome granie na niewiedzy i skrótach myślowych.

W monitoringu to szczególnie niebezpieczne, bo kamera nie jest gadżetem. Ma dostarczyć materiał, który w razie potrzeby coś znaczy. Kamera, która już na etapie tytułu i miniatury udaje inny sprzęt, nie spełnia tego warunku.

Dlatego takie modele trafiają na tę listę.
Nie jako „słabe”.
Nie jako „budżetowe”.
Tylko jako fundamentalnie nieuczciwe.

I to jest znacznie gorsze niż niska jakość obrazu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *