Posted in

Wi-Fi w teorii vs Wi-Fi na elewacji

Wi-Fi jest jednym z tych wynalazków, które działają tak dobrze, że ludzie zaczęli wierzyć, iż działa zawsze i wszędzie. W domu telefon ma pełny zasięg, laptop nie zrywa połączenia, serial się nie buforuje, więc w głowie pojawia się proste założenie: skoro internet jest, kamera też będzie działać. I dokładnie w tym momencie teoria zderza się z elewacją.

Bo Wi-Fi, które znamy z salonu, nie ma wiele wspólnego z Wi-Fi, które próbuje przetrwać na zewnątrz budynku.

W teorii sygnał radiowy rozchodzi się promieniście, przenika przez ściany i „jakoś sobie radzi”. W praktyce każda ściana to przeszkoda, każda elewacja to filtr, a każdy róg budynku to punkt, w którym sygnał potrafi się po prostu zgubić. Kamera wisi nieruchomo, przykręcona do materiału, który bardzo często tłumi fale bardziej niż użytkownik jest w stanie sobie wyobrazić. Beton zbrojony, styropian, siatki, blachy, rynny – wszystko to tworzy środowisko, w którym Wi-Fi działa tylko warunkowo.

Tu pojawia się pierwszy dysonans: telefon w domu pokazuje kreski, a kamera na zewnątrz jest offline. I to nie dlatego, że kamera jest gorsza. Telefon to urządzenie mobilne, projektowane do ciągłego ratowania połączenia. Ma lepsze anteny, większą tolerancję na chwilowe przerwy i cały zestaw sztuczek, które maskują niestabilność sieci. Kamera takich luksusów nie ma. Ona nie może „jakoś działać”. Ona musi być połączona stabilnie, bez przerw, bez skoków jakości, bez ciągłego gubienia pakietów.

Najbardziej zdradliwe są tu „kreski zasięgu”. One uspokajają, dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa i sugerują, że skoro coś dociera, to wszystko jest w porządku. Tylko że kamera nie żyje z tego, że sygnał „jakoś jest”. Ona żyje z ciągłej rozmowy z routerem. A Wi-Fi to dialog, nie megafon. Jeśli kamera słyszy router, ale router ledwo słyszy kamerę, połączenie będzie się sypać. Czasem działać, czasem znikać, czasem wkurzać dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne.

Do tego dochodzi zmienność warunków zewnętrznych. W domu środowisko sieciowe jest w miarę stabilne. Na elewacji nic nie jest stałe. Latem liście na drzewach potrafią skutecznie stłumić sygnał, który zimą działał bez problemu. Deszcz i wilgoć zmieniają propagację fal. Sąsiedzi dokładają swoje sieci, zapychając pasmo. Kamera, która tydzień po montażu działała idealnie, po miesiącu zaczyna „wariować” i nikt nie rozumie dlaczego.

W tym wszystkim router stoi tam, gdzie było wygodnie. W salonie, w szafce, pod telewizorem. Anteny rozsyłają sygnał głównie poziomo, po wnętrzu domu. Kamera natomiast potrzebuje sygnału przechodzącego przez ścianę, często pod kątem, czasem w dół albo w bok, w kierunkach, w których standardowy router radzi sobie najgorzej. I tu żadne „mam mocny router” nie pomoże, jeśli jego lokalizacja i orientacja anten są oderwane od realnych potrzeb systemu kamerowego.

Dlatego tak często dzieje się coś, co dla użytkownika wygląda jak absurd: wszystko w domu działa, tylko kamera nie. Telewizor streamuje, laptop nie zrywa połączenia, telefon śmiga, a kamera znika z aplikacji. To nie paradoks. To sygnał, że kamera jako pierwsza ujawnia jakość sieci. Jest jak czujnik, który nie maskuje problemów, tylko je pokazuje.

Największym błędem jest testowanie Wi-Fi w niewłaściwym miejscu. Sprawdzanie zasięgu przy routerze albo w salonie nie mówi absolutnie nic o tym, co będzie się działo na elewacji. Jedyny test, który ma sens, to test dokładnie tam, gdzie kamera ma wisieć, w warunkach jak najbardziej zbliżonych do codziennych. I nawet wtedy jest to tylko prognoza, bo Wi-Fi na zewnątrz zmienia się w czasie.

Na końcu zostaje brutalna prawda, której nikt nie lubi słuchać: Wi-Fi nie było projektowane jako medium do stabilnego monitoringu zewnętrznego. Może działać, często działa, ale robi to na granicy swoich możliwości. I kiedy przestaje, najłatwiej jest obwinić kamerę. Tymczasem kamera po prostu trafiła w miejsce, gdzie teoria sieci przestała mieć znaczenie, a zaczęła rządzić fizyka.

Wi-Fi w teorii to wykresy, normy i marketing.
Wi-Fi na elewacji to ściany, wilgoć, liście i czas.

I zawsze wygrywa to drugie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *